Jako, że wakacje chylą się ku końcowi postanowiłem zrelacjonować Wam obozy, na których byłem tego roku:
Obóz pierwszy pod tytułem: prawie wypoczynek.
Na miejsce jechałem w dość marnym nastroju, a to z powodu wielu historii krążących o nim legend. Znane są u nas w szkole obozowe legendy np. o kobiecie bez nosa(obowiązkowo w czarnej wołdze), która przyjeżdża na obóz by pod osłoną nocy rozmawiać dziwnym językiem z golumem z jeziora Lubikowskiego. Jednak pocieszeniem dla mnie było to, że wszystkie te rzeczy gadał Bogdan, człowiek o żółtych papierach. Kiedy już przyjechałem na miejsce okazało się, że nie jest tak źle, czekała tam już na mnie cała banda. Jednak potem doznałem lekkiego szoku, wiadomo, pierwszy raz byłem w takich warunkach. W dodatku pierwszego dnia po przyjeździe miałem służbę. Na szczęście po kilku dniach zaaklimatyzowałem się i już do końca obozu świetnie się bawiłem, w dodatku nauczyłem się wiele nowych rzeczy z zakresu żeglarstwa.
skomentuj (9)